Rozwój miasta Malborka i jego ustrój


Rozwój miasta Malborka i jego ustrój

Świetność stołecznego zamku wpływała na rozwój miasta, które stało się miasteczkiem pełnym zbytku, obliczonym na bogatych, bawiących się gości. Napływali tu licznie rzemieślnicy i drobniejsi kupcy, głównie ze Śląska. W 1380 r. Krzyżacy wprowadzili ulgi w opłatach dawanych do zamku przez rzemieślników — mieli mianowicie odtąd płacić je ryczałtem, co było dla nich znacznie dogodniejsze.

W roku 1388 miasto zostało rozszerzone przez włączenie do niego od strony wschodniej starego przedzamcza, które podlegało dotąd władzy Zakonu i nie posiadało samorządu. Zburzono przy tym dawne mury miejskie i wzniesiono nowe, łącząc obie osady w jedną całość. Był to ogromny wydatek, pokryty niewątpliwie co najmniej w połowie przez Krzyżaków

Zwykle postępowano inaczej. gdy mury miejskie były zbyt szczupłe, by pomieścić narastającą szybko ludność, zakładano obok starego miasta inne, nowe. Tak było w Toruniu, Elblągu i Gdańsku, gdzie były nawet trzy miasta i osada rybacka z ludnością polską, Osiek. W Malborku postawiono nowe mury, a nazwa „Nowe Miasto” oznaczała tylko nową dzielnicę. Na to Nowe Miasto przeniesiono jatki rzeźnicze, bardzo w mieście liczne, podczas gdy ławy piekarskie pozostały przy farze.

Ratusz przebudowano w roku 1380. W pobliżu muru miejskiego od strony Nogatu znajdują się fundamenty jakiejś wielkiej budowli. Zapewne stał tu dom kupiecki, zajazd utrzymywany przez miasto dla obcych kupców, którzy mogli tam też wystawiać swój towar na sprzedaż. Istniał też w Malborku do połowy XV w. Dwór Artusa. W średniowieczu w jednym z najpopularniejszych cyklów legend pochodzenia celtyckiego występuje jako postać centralna król Artur, który wraz ze swymi rycerzami zasiada do uczt przy okrągłym stole. Przy takim stole nie ma miejsc pierwszych i ostatnich, wszyscy są równi. Ten cykl podań rycerskich wywarł też wpływ na patrycjat miejski. Patrycjusze łączyli się w bractwa dla celów towarzyskich i gospodarczych, bractwa te wznosiły swoje domy, zwykle przy rynku. Zwano je „dworami Artusa”, czyli Artura. Jan Długosz w swej historii pisanej w drugiej połowie XV w. nazywa toruński Dwór Artusa giełdą. Słowo to pochodzi od angielskiego słowa guild, gildia, czyli cech kupiecki, ale w języku polskim przybrało znaczenie inne: miejsca, gdzie się przeprowadza transakcje handlowe i finansowe. W Gdańsku do ostatnich czasów zbierała się w Dworze Artusa giełda zbożowa, a na stołach stały koszyczki, do których wsypywano próbki zboża. Otóż taka giełda, czyli Dwór Artusa, była także w Malborku. Pomieszczenie to służyło też dla zebrań towarzyskich i zabaw patrycjatu i być może znajdowało się w części domu kupieckiego.

Istniała też w Malborku tzw. szkoła „łacińska”, to znaczy taka w której uczono początków łaciny. Złożył ją dla mieszczan stolicy wielki mistrz Winrych z Kniprody (1351-1382), ale patronat oddał miastu. Uczyło w niej czterech nauczycieli. Było to bardzo dużo jak na owe czasy.

Pod miastem stały dwa szpitale: św. Ducha, czyli Jerozolimski, między miastem a dzisiejszym dworcem, i św. Jerzego przy kościele tej nazwy na przedmieściu południowym. Na Zamku Średnim był szpital krzyżacki dla rycerzy i drugi dla służby.

Szpitale średniowieczne miały inny charakter niż dzisiejsze. Chorych było w nich mało, ludzie chorowali w domu, w szpitalach znajdowali pomieszczenie biedacy lub podróżni. Chorych zakaźnych umieszczano w prowizorycznych budkach opodal mieszkań ludzkich — zdawano sobie bowiem sprawę, że przynajmniej niektóre choroby są zakaźne. Przy szpitalach nie było lekarzy, ci bowiem praktykowali prywatnie. Opiekę nad szpitalami sprawowały bractwa ludzi świeckich; dopiero od połowy XV w. pojawiają się płatne! służące. Szpitale były głównie przytuliskami dla inwalidów, kalek i starców. Utrzymywały się one z zapisów i darowizn, funduszami zwykle zarządzało miasto.

Przy szpitalach były zwykle kaplice lub małe kościółki. Wezwania ich powtarzały się stale, tak że wedle nich można ustalić, które kościoły były ongiś szpitalnymi. Tak np. wezwania św. Gotarda, św. Ducha, św. Jerzego są typowo szpitalne, wezwanie św. Łazarza oznacza szpital dla zakaźnych i trędowatych. Trąd, choroba dotąd nieuleczalna i rozpowszechniona w Azji południowej i zachodniej, był w Europie średniowiecznej znany; niewątpliwie zaliczano też do trądu inne choroby zakaźne skóry, ale jest faktem niewątpliwym, że trąd istniał. Przed drugą wojną światową zdarzał się z rzadka w Prusach Wschodnich. Tam też, na Mierzei Kurońskiej, istniał jedyny w Europie szpital dla trędowatych. W średniowiecznym Malborku takiego szpitala nie było.

Miasto otoczone było murem z basztami (których nazw już dzisiaj nie znamy) i trzema bramami. W stronę Nogatu, tuż pod zamkiem, między kościołem farnym a rzeką, stała Brama Szewska, dziś nie istniejąca, zwana tak dlatego, że w razie niebezpieczeństwa bronić jej miał cech szewców. Tędy szła jedyna komunikacyjna droga między miastem a zamkiem. Dzisiejsze połączenie na przeciwległym, zachodnim krańcu zostało usypane w XIX w. Na wschód prowadziła Brama św. Ducha, czyli Garncarska, za którą stał na przedmieściu szpital św. Ducha. Brama Mariacka, czyli Przewozowa, prowadziła na południe. Tam też znajdował się prom na Nogacie. Uderza, że miasto było oddzielone od zamku, który był mocno ufortyfikowany także od tej strony. Ze strony miejskiej w stronę zamku stał tylko mur bez baszt. W ten sposób miasto było w stosunku do załogi zamku prawie otwarte. Mieli to dotkliwie odczuć na własnej skórze Krzyżacy podczas wojny trzynastoletniej, kiedy miasto było w ich ręku, a na zamku byli Polacy.

W mieście było 174 domy, z tego przeszło połowa, bo 85, w rynku, reszta na bocznych ulicach. Oprócz tego było 89 bud kramarskich i rzemieślniczych. Budami nazywano domy, nieraz dwu- i trzypiętrowe w większych miastach, które nie miały podwórza. Stały one na rogach ulic i bocznych ulicach, np. w Toruniu przy ulicy Szewskiej i Szczytnej. Za nimi równolegle do ulicy ciągnęły się duże parcele wychodzące na dwie ulice, tak iż nie było miejsca na podwórze. Zwykle wolno było ich mieszkańcom przechodzić przez podwórza tych parcel lub wylewać tam wodę „z wielkiego prania” 4 razy do roku (nie częściej). Budy wznoszone były w sposób mniej solidny od kamienic, właściciele ich nie dawali robocizny z końmi i wozami na potrzeby miasta, gdyż ich nie posiadali, ale tylko robociznę pieszą. Byli to rzemieślnicy i kramarze, czyli drobni kupcy, którzy zwykle stanowili osobny cech.

W Malborku na pewno istniały w XIV w. cechy rzeźników i piekarzy, którzy też zajmowali się warzeniem piwa, Słodownie stały na przedmieściach. Siedzieli tam też niektórzy rzemieślnicy, jak garncarze, na co wskazuje nazwa bramy. Byli to zapewne Polacy i Prusowie. Tych ostatnich od roku 1365 nie przyjmowano już do prawa miejskiego. Istnieli też rzemieślnicy innych zawodów, ale nie wiadomo, czy w średniowieczu byli już tak liczni, by tworzyć odrębne cechy. Byli więc tkacze czy też sukiennicy, szewcy, garbarze, nożownicy, płatnerze (wyrabiali zbroje), złotnicy, malarze, rzeźbiarze. Ich istnienie świadczy o za­potrzebowaniu na wyroby luksusowe, które nabywali i Krzyżacy dla ozdobienia zamku, i goście obcy.

Liczne też były zajazdy, czyli oberże, gdzie zatrzymywali się kupcy i rycerze przybyli z zagranicy, a także poddani wielkie go mistrza, którzy przyjeżdżali do stolicy ze skargami i prośbami oraz dla innych interesów
Wśród kupców na pierwszym miejscu trzeba wymienić tych, którzy handlowali drzewem. Już w XIII w. zaczęło się osuszanie bogatych i żyznych Żuław, które trwało przez cały wiek XIV. Nowi osadnicy musieli kupować drzewo, którego na miejscu nie było. Istniało też stałe zapotrzebowanie na drzewo przy robotach wodnych, przy osuszaniu, regulowaniu odnóg Wisły, budowie mostów i śluz. W XIV w. drzewo sprowadzano zapewne jeszcze z państwa zakonnego, z puszcz Sztumskiej i Pomezańskiej (na północ od Grudziądza), wreszcie z Pojezierza, głównie z tej części która była powiązana dopływami z Drwęcą, a przez nią z Wisłą. Drzewo wyładowywano albo powyżej przewozu, albo pod zamkiem. Handel drzewem przynosił miastu wielkie korzyści.

Handlowano też w Malborku skórami, futrami zbożem, suknem, płótnem, końmi. Poza tym były sklepy z towarem zagranicznym i luksusowym oraz winiarnie dla gości zagranicznych i może dla Krzyżaków.

Tym ostatnim jako zakonnikom nie było wolno posiadać własnych pieniędzy albo majątku. Ale już w XIV w. rozpowszechnia się w konwentach krzyżackich posiadanie prywatnego majątku. Krzyżacy dowodzili, że nie chcą być na starość na łasce innych, że los starców jest w Zakonie pożałowania godny i dlatego z urzędów, które sprawowali, zaczęli ciągnąć zyski dla siebie
odkładać pieniądze. W ten sposób ubóstwo zakonne przestało istnieć.

Rada miejska Malborka składała się z 7-8 członków. Na czele rady miejskiej stał burmistrz, prócz niego był zastępca (kompan) i od 1416 r. zarządca skarbu, kamlarz, jako ósmy członek. Sąd składał się z sołtysa, jego kompana – starszego nad ławą, i 10 ławników (w XV w.).

Na pieczęci miasta wyobrażone były mury miejskie z bramą i trzema basztami, na środkowej znajdowała się tarcza z krzyżem – herb Zakonu. Istotnie, miasto żyło i bogaciło się dzięki Krzyżakom.

Mieszczanie obowiązani byli do służby wojskowej zarówno przy obronie miasta jak i na wyprawach Zakonu. Mieli więc zbroje i broń, które były złożone na ratuszu w zbrojowni pod kontrolą rady miejskiej. Broń wydawano posiadaczom w razie niebezpieczeństwa grożącemu miastu. W rzemiośle wojennym, głównie w strzelaniu z łuku i kuszy, ćwiczyła się młodzież mieszczańska w bractwie św. Jerzego (założonym przed 1422 r.), podobnie jak to było w innych miastach. Z takich bractw powstały później mieszczańskie bractwa kurkowe.